środa, 4 grudnia 2013

Zrób coś dla swoich dłoni na zimę!

Krem to nie wszystko, zwłaszcza przy takiej pogodzie i początkach zimy, kiedy jeszcze zdarza się zapomnieć rękawiczek, a wiatr, deszcz i mróz nieubłaganie karzą za to nasze dłonie.
Jeśli macie ochotę na dodatkową pielęgnację dłoni zachęcam do zrobienia bardzo prostego i bardzo efektowego zabiegu z produktów, które na pewno w domu już macie!
W wersji podstawowej potrzebne nam będzie:
- 3 łyżki oliwy z oliwek
- 2 łyżki cukru
- 1 łyżka soli
(oczywiście dodawajcie na oko! najważniejsze to uzyskać dość gęstą zawiesinę. Opcjonalnie można dodać także sok z cytryny, wybrany olejek np. kapkę arganowego i co Wam tylko do głowy wpadnie)

Całość aplikujemy do miseczki i stawiamy ją w umywalce (ma to znaczenie tylko dlatego, że zaraz ręce będa brudne a mikstura zacznie pryskać na około, więc tak będzie bezpiecznie). Zaczynamy zabieg pocierając papką dłonie tak jak przy pilingu czy zwykłym myciu rąk. Dokładnie wmasowujemy przede wszystkim w skórki i paznokcie, bo one zawsze potrzebują czegoś extra. Jeśli nie macie pomalowanych pazurków tym lepiej, dobroczynnie zadziała to także na płytkę paznokcia. Masujemy tak przez kilka minut, aż Wam się nie znudzi po czym całość spłukujemy ciepłą wodą. W zależności od czasu i mocy tarcia efekt może być delikatny, albo mocniejszy. W obu przypadkach otrzymacie niezwykle gładkie, lekko tłuste dłonie. Lekko osuszcie je w ręcznik papierowy, ewentualnie w zwykły. I voila!

Kiedy zrobiłam sobie ten peeling po raz pierwszy miałam ochotę krzyczeć z zachwytu, że mogę mieć tak przyjemne, gładkie dłonie, a jednocześnie płakać, że nie zrobiłam tego wcześniej! Dajcie znać czy też zauważycie efekt WOW i jakie macie inne sposoby na dbanie o dłonie jesienią :) Właśnie szukam dobrego kremu... 

środa, 7 sierpnia 2013

Dobra wieść niech się niesie!

Dziewczyny, (zwłaszcza te mieszkające w Krakowie ale niewykluczone, że w innych miastach także)
Wczoraj przechodząc kolo drogerii Jasmin na ulicy Długiej jak zwykle zatrzymałam się przed witryną, żeby spojrzeć, czy nie ma jakiś fantastycznych promocji :p Okazało się, że jest nawet lepiej - otóż zobaczyłam tam całą paletę kosmetyków rosyjskich - uwielbianych zwłaszcza, za produkty do włosów!

Jest więc Natura Siberica Neutralny i maska drożdżowa, a także MixLove i wiele wiele innych. W dodatku są one w bardzo przystępnych cenach!
Ja kupiłam ukochany szampon neutralny za 20,99zł, oraz maskę drożdżową za 15,99zł.
Bardzo się cieszę, że te kosmetyki pojawiły się stacjonarnie, i to w dodatku tak blisko mojego domu :)

niedziela, 4 sierpnia 2013

Acne- derm. Wszyscy mają kwasy, mam i ja!

Dzisiaj o kosmetyku, którego nie kupuje się dla przyjemności, ładnego opakowania czy zapachu ale z konieczności i desperacji. Dzięki minimalistycznej pielęgnacji (Aleppo, Bioderma Sensibio,Niszcz Pryszcz i filtr), którą stosuję już ponad rok stan mojej cery bardzo się poprawił. Jednak wciąż pojawiają się jacyś nowi nieprzyjaciele, a ja marzę o wakacjach na których nie będę musiała się przejmować makijażem, albo tym że bez niego wyglądam strasznie.

Od miesiąca do mojej pielęgnacji włączyłam więc krem z apteki, Acne-derm z kwasem azaleinowym.
Oczekiwania?
  • rozjaśnienie przebarwień
  • zablokowanie kolejnych niedoskonałości
  • zmniejszenie porów
  • ogólne wyrównanie kolorytu skóry
No tak, całkiem spore :) Dodatkowo byłam przygotowana na lekkie łuszczenie naskórka, początkowy wysyp jako oczszczenie, oraz pieczenie przy nakładaniu.

Stosowanie:
Krem można stosować dwa razy dziennie, jednak nie wyobrażam sobie kłaść go pod filtr? i minerały?!
Tak więc u mnie na buzi ląduje tylko wieczorem, ale za to codziennie. Wiem, że delikatniejsze cery muszą stosować go co drugi dzień, żeby mieć kiedy nałożyć krem nawilżający jednak u mnie nie zauważyłam żadnego wysuszenia, nawet najmniejszego podrażnienia, wysypu także się nie doczekałam. 

Rezultaty:
Na początku byłam rozczarowana - gdyby chociaż piekło wiedziałabym że działa! Po paru dniach zauważyłam, że wstaję z troche świecącą skórą ale bardzo gładką i taką promienną. Po około dwóch tygodniach powoli, powoli zaczeły znikać przebarwienia i cera zaczęła wyrównywać swój koloryt. Także pory lekko się zwęziły, niestety te na nosie nawet nie drgnęły. 
Przez ten miesiąc niestety wyskoczyło mi kilka niespodzianek. Po wakacyjnym wyjeździe kiedy kremu nie używałam jakiekolwiek zauważone efekty praktycznie zniknęły.
Krem niestety poniżej moich oczekiwań, i mam podejrzenie, że dla mojej nosorożcowatej skóry ten krem jest po prostu za słaby. Być może u osób z delikatną cerą lepiej się sprawdzi. 

niedziela, 23 czerwca 2013

Filtr L`Oreal UV Perfect Longlasting UVA/UVB Protector UVB SPF 50 UVA PA+++

Nazwa strasznie długa ale od razu widać z czym mamy do czynienia. SPF 50 i UVB na poziomie +++ dla mine to ochrona w zupełności wystarczająca. 
Jeśli chodzi o skład filtru to niestety nie możemy liczyć na naturalne składniki. W mojej pielęgnacji jest to jedyny kosmetyk tak naładowany chemią. Jednak za cenę ochrony mojej skóry przed promieniami jestem w stagnie go zaakceptować.
Jeśli chodzi o same filtry to są one stabilne i mamy tutaj ich kilka chemicznych

Ethylhexyl Methocinnamate
Drometrizole Trisiloxane czyli Meroxyl XL
Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine czyli Tinsorb S
i jeden fizyczny czyli Titanium Dioxide 


Dokładniejszy skład i opinie innych dziewczyn znajdziecie oczywiście na KWC. Jest tam także informacja o różnych wersjach tego filtra, ja posiadam  i tylko z tą spotkałam się na Allegro gdzie za 30ml tego produktu zapłacimy około 14zł (+przesyłka). Jedna tubka powinna nam wystarczyć na miesiąc (przy założeniu poprawnego nakładania 1ml codziennie) więc cenę także oceniam na bardzo atrakcyjną.




A teraz moja opinia. Po pierwsze muszę podkreślić, że jest to mój pierwszy filtr jaki w życiu stosuje. Długo wahałam się czy "taki wynalazek" jest mojej skórze potrzebny na codzień, odstraszała mnie także cena (większośc polecanych na wizażu są to drogie apteczne filtry) i możliwość porażki. Wiele dziewczyn długo testuje różne produkty zanim znajdą ten, który ich nie bieli, nie zapycha i powoduje efektu latarni :D 

Zdecydowałam się na zakup tego produktu po przeczytaniu recenzji Di. Kolejną zachętę stanowiła też cena. Z wielką niecierpliwością zaczęłam testowanie i jestem już przy końcu tubki. Opakowanie jest jak najbardziej ok - dzięki wąskiemu dziubkowi łatwo wycisnąć dokładnie tyle ile chcemy. 

Sam filtr ma postać lekkiego kremu, bardziej przypomina nawet jakąś emulsję. Na moje mieszanej cerze sprawdza się doskonale. Bardzo szybko się wchłania i o dziwo ani nie bieli, ani nie powoduje świecenia. Idealnego matu nie ma co oczekiwać, ale na mojej skórze pozostawia jedynie lekkie glow, ale daleko mu do świecenia się! Jeśli chodzi o zapychanie także nie zauważyłam nic niepokojącego. 




Nakładam na niego minerały i świetnie z nimi współgra. Kładłam go na twarz albo na krem na dzień, albo solo i w obydwu opcjach sprawdza się świetnie. 

Czy kupię go ponownie? Z pewnością TAK!! Idealnie sprawdza się jako filtr i już widzę, że stosowanie go jest korzystne dla mojej cery - koloryt powoli się wyrównuje, nie robią mi się przebarwienia i brzydkie blizny po zmasakrowanych niedoskonałościach. Do tego twarz nabrała jakiegoś blasku, jest bardziej promienna (prawdopodobnie dzięki znikaniu zaczerwienień i przebarwień). 



sobota, 13 kwietnia 2013

Słynny Dermaglin kontra glinka Wałdajska

Dermaglin
Nie wiem, czy można powiedzieć coś więcej o tej maseczce! Na wizażu i blogach znajduje się mnóstwo opinii, spostrzeżeń i opisów.

Ja ograniczę się do szybkiej recenzji i małej podpowiedzi.

Maseczka zapakowana w saszetkę 10ml, kosztuje około 5-6zł. Wystarcza na 2-3 na samą twarz. Jednak między użyciami trzeba bardzo dokładnie ją zamknąć, żeby nie stwardniała. Jest to o tyle trudne, że nie mamy żadnego zamknięcia :) Mój sposób, który się sprawdził to ucięcie tylko małego rożka z brzegu i wyciskanie maseczki, a kiedy chcemy ją zamknąć to kilkukrotne zwinięcie tego otwartego miejsca i przyłożenie czymś ciężkim.

Dość grubą warstwę kładziemy na twarz- oczywiście najpierw pozbywamy się makijażu. Nie którzy nie lubią zapachu tej glinki, dla mnie jest on cudowny. Taki ziołowo-leśny :)

Maskę trzymamy ok. 20 minut spryskując od czasu do czasu, żeby nie zrobiła nam się totalna skorupa - wtedy glinka już nie działa na skórę.

Zmywanie jest najgorsze. Polecam użyć płatka kosmetycznego albo jakiejś gąbeczki, i uważać, żeby wszystko w około nie zrobiło się zielone :D Jednak efekt warty pomęczenia się bo twarz po tej maseczkę jest gładsza, odżywiona i oczyszczona.


Jak zauważyła, któraś z blogerek firma produkująca Dermaglin wypuszcza także maseczki dostępne w Biedronce. Ja spróbowałam wersji oczyszczającej i w konsystencji i efektach jest bardzo podobna. Jedyne czym się różni to zapach - bardziej miętowy, świeży. I opakowanie - jest przedzielone na dwa więc nie trzeba się martwić o wysychanie. Ostatnia rzecz to cena, chyba 3,99zł.

Glinka Wałdajska
Alternatywą dla tego typu maseczek jest zakup glinki. Ostatnio skusiłam się na Glinkę Wałdajską z Kaliny. Za opakowanie 100 gram (sprytnie podzielone na dwa woreczki) zapłaciłam 7,99zł. Przewiduję, że to opakowanie starczy mi na około 10 maseczek.






Ponieważ dostajemy proszek musimy sami dolać wody (albo hydrolatu) i tutaj od razu ostrzegam - nalewajcie odrobinę wody! Przy pierwszym podejściu użyłam jej za dużo i musiałam wsypać bardzo dużo glinki. Plusem takiej postaci kosmetyku jest możliwość modyfikowania maseczek, dodawania do nich półproduktów, a przy okazji pozbywamy się problemu wysychającej glinki w otwartym opakowaniu.



Sam proszek ma kolor ziemisto-zielono-szary. Bardzo ładnie łączy się z wodą, łatwo nakłada. Jeśli chodzi o działanie to jest zbliżone do Dermaglinu - oczyszcza, napina, lekko ściąga buzię. Nie zauważyłam efektu odmłodzenia o którym pisze producent ale maseczki serwuje sobie "od święta" więc na takie cuda nawet nie liczę.








Informacje od producenta:

Błękitna glinka Wałdajska wydobywana jest na ekologicznie czystym terenie Rosji. 
Glinka ma właściwości lecznicze i jest szeroko stosowana we współczesnej kosmetologii.  
Dzięki dużej zawartości minerałów i substancji bioaktywnych pochodzenia naturalnego, maseczka na bazie Błękitnej glinki Wałdajskiej skutecznie redukuje zmarszczki, odmładza i doskonale oczyszcza skórę.
Glinka Wałdajska nasyca komórki skóry w niezbędne substancje i związki naturalne, odżywia i pobudza procesy regeneracyjne skóry. 
Glinka nadaje skórze jędrność, elastyczność zdrowy wygląd.

Przygotowanie maseczki - zmieszać glinkę z wodą w proporcji 1:1 do uzyskania gładkiej pasty. Nałożyć grubą warstwę na twarz, pozostawić na 5-15  minut.  Po zmyciu maseczki zaleca się zastosować łagodny krem odżywczy.  Stosować 2-3 razy w tygodniu.


Skład:  100% wysoce oczyszczona glinka błękitna Wałdajska naturalna z zawartością srebra.



Stosując glinki pamiętamy o dwóch żelaznych zasadach!
1. Nie mieszkamy, ani nie nakładamy maseczki metalowymi łyżeczkami ani w metalowych miseczkach ponieważ glinka może wejść z nimi  w reakcję.
2. Nie dopuszczamy do wyschnięcia - możecie glinkę trzymać nawet 20 minut jednak jeśli czujecie, że zaczyna pszysychać spryskajcie twarz wodą termalną/hydrolatem. Kiedy glinka stworzy skorupę na naszej buzi bardzo ciężko będzie ją zmyć, przestanie działać, a dodatkowo może wysuszyć skórę!

środa, 10 kwietnia 2013

Spray z żywymi witaminami Natura Siberica - czyli nie wszystko złoto co się świeci

Od mniej więcej miesiąca testuje spray z żywymi witaminami z Natura Siberica. Sam wygląd tego kosmetyku sprawia, że aż miło mieć go w łazience. Półprzezroczysty, mieniący się na złoto z zawieszonymi małymi czerwonymi kuleczkami. Bardzo to zgrabnie wymyślili.



Producent obiecuje nam, że:

Spray w mgnieniu oka odżywia włosy oraz ciało, nawilża je i chroni przed szkodliwymi czynnikami.
Ekstrakty z Maliny Moroszki i Dzikiej Jeżyny bogate w Witaminę C regenerują komórki skóry, poprawiając jej elastyczność. Sofora Japońska, naturalne źródło Rutyny aktywizuje proces odnowy komórek skóry.
Dzika Róża Dahurska zawierająca witaminy B, E i beta karoten poprawia strukturę włosa, sprawia że stają się silne i posłuszne.
Ekstrakt z Czarnej Jagody Syberyjskiej przywraca włosom kolor i blask.


Jeśli chodzi o coś więcej niż tylko wygląd to niestety nie mam wiele do powiedzenia dobrego o tym kosmetyku.
Pierwsze "ale" napotkałam już przy aplikacji. Atomizer nie spełnia swojej roli, zamiast tworzyć mgiełkę czy przynajmniej rozpryskiwać spray (jak sama nazwa wskazuje) jedyne co potrafi to chlusnąć z dużą mocą dawką żelu. Aplikowanie wprost na twarz czy włosy totalnie odpada. Trzeba najpierw napsikać na rękę, i to  też nie takie proste ponieważ porcje wypluwane przez atomizer są malutkie i potrzebuję co najmniej kilku. Do tego samo "przyciskanie" jest bardzo oporne, toporne i czasem aż mnie palec boli!

Jeśli chodzi o samo działanie no cóż... pytanie brzmi czy w ogóle jest jakieś działanie tego produktu?

Twarz: Na plus mogę zaliczyć, że nie zapycha, szybko się wchłania (bardzo wodna konsystencja). Jeśli ktoś obawia się, że zostaną jakieś drobinki na twarzy to także się nie wydarzy. Po aplikacji nie czuję żeby moja skóra była jakoś nawilżona, ani właściwie, żeby cokolwiek się z nią działo.

Włosy: Miałam nadzieje, że uda mi się z jego pomocą poskromić puszenie, i używałam sprayu już na suche włosy jako "wygładzacza". Chwilowo na pewno widać różnicę, lekko nawilża włosy więc przestają się puszyć, ale szczerze mówiąc nie widzę, żadnego lepszego efektu niż gdybym potraktowała je wodą czy hydrolatem.

Ciało: Tutaj to już w ogóle sobie tego nie wyobrażam. Żeby się wysmarować musiałabym wypsiknąć chyba ze 100 porcji. Stosowałam na ręce i dekolt i efekt podobny jak na twarzy. Błyskawicznie się wchłania i żadnej różnicy nie widzę.... Liczyłam chociaż, że zostawi jakiś małe rozświetlenie przez te złote drobinki i nada się na imprezy ale tutaj też mnie zawiódł...



Z pewnością zużyję do końca, popróbuję nakładać na mokre włosy, albo większą ilość bo po prostu szkoda mi wyrzucać pieniędzy, ale za tą cenę (29,90zł) i z takim składem spodziewałam się czegoś więcej. Spray z żywymi witaminami ponownie u mnie nie zagości. A szkoda, bo piękna z niego rzecz!

Poniżej podaję skład - jak widać opiera się głównie na wodzie i mnóstwie ekstraktów z różnych roślin.

Skład: Aqua, Schizandra Chinesis Fruit Extract, Pulmonaria Officinalis Extract, Oxalis Acetosella Extract, Rosa Davurica Bud Extract, Vaccinum Angustifolium, Achillea Millefollum Extract, Anthemis Nobilis Flower Extract, Artemisia Vulgaris Extract, Rubus Chamaemorus Fruit Extract, Sophora Japonica Flower Extract, Xantham Gum, Glycerin, Agar, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Retinyl Palmitate, Niacinamide, Chitosan, Algin, Mica, Titanium Dioxide, Iron Oxides, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum.


Jeśli ktoś miał z nim do czynienia i znalazł sposób jak go najlepiej wykorzystać dajcie koniecznie znać bo mam niemałą zagwozdkę.