sobota, 20 października 2012

24 boom!!

Dzisiaj trochę prywaty, ale krótko i zwięźle. Dzisiaj skończyłam 24lata, a wczoraj z tej okazji świętowałam ze przyjaciółmi. Dzisiaj odpoczywam ;)

Urodziny z jednej strony są miłym dniem, bo można poczuć się wyjątkowo, jednak mnie zawsze też trochę dołują. Nie chodzi o to, że czuję się staro ale ten dzień po prostu przypomina, że czas nieubłaganie upływa i nie da się go zatrzymać. Na całe szczęście zawsze zdarzy się jakaś słodkość podnosząca poziom endorfin, i tyle ciepłych słów, że aż gorąco na sercu.

Z okazji moich urodzin życzę wszystkim, żeby PRZYNAJMNIEJ raz do roku zdarzały Wam się takie świetne dni/noce jak mi dziś.

Najlepsze mojito w moim życiu!

piątek, 19 października 2012

Balsamy do ust - przegląd moich kół ratunkowych.

Kochani,
dzisiaj postanowiłam zrobić mini przegląd kosmetyków do ust których używam, i ocenić ich skuteczność. Muszę Wam powiedzieć, że moje usta prawie cały czas są w kiepskim stanie. Niestety z dzieciństwa mam nawyk przygryzania warg i przez to są wysuszone, popękane, a czasem nawet poranione. Wygląda to okropnie i staram się walczyć z tym nawykiem bo w takim stanie nie mogę nałożyć żadnej szminki i wygląda to po prostu nieestetycznie. Marze o apetycznych, gładkich i nawilżonych ustach, a oto moja artyleria:

Przednia straż to Carmex,
jego opis będzie skrótowy bo już tyle o nim się pisało, że nie chce się powtarzać. Ma swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników - ja należę zdecydowanie do tej pierwszej grupy! Produkt potrafi wyleczyć spękane usta, wygładzić je, poradzi sobie także z zimnem czy zajadami. Osobiście lubię uczucie tego lekkiego mrowienia bo wiem że działa, chociaż niektórym przeszkadza. Mentolowy smak/zapach nie jest najprzyjemniejszy ale dla efektu warto.
Skład: Petrolatum, Lanolin, Cetyl esters, Theobroma Cacao, Cera Alba, Cera Microcristallina, Camphor, Menthol, Salicyl Acid, Parfum, Vanillin, Citronellol, Coumarin, Hydroxycitronellal, Linalool, Limonene
Wersja w słoiczku - 7,5g za ok 8zł. (warto kupować w promocji, która pojawia się w Rossmanie co jakiś czas).


Podobnie działa balsam do ust Einstein lip therapy -kupiłam go dla odmiany, a okazało się, że też ma mentolowy smak/zapach. Mrowienie ust jest o wiele słabsze, a z nawilżeniem też radzi sobie nieco gorzej. Uznałabym, że to gorsza odmiana Carmexu. Za to bardzo podoba mi się jego opakowanie, wygląda jak cukiereczek!
Skład: Petrolatum, cocoa butter, bis-diglyceryl,polyaladipate-2,ceramicrocrtstallina, menthol,ceresin,PEG -40 hydrogenated castor oil, oleyl  alcohol, perfume, lecithin, panthenol, tocopherol, retinyl palmitate, bisabolol, saccharin.
Także słoiczek zawierający  3,16g produktu, kosztuje 9zł.


Przygarnęłam także niedawno od koleżanki baryłeczkę  Tender Care Vanilla z Oriflame i muszę przyznać, że wazelinka cudownie pachnie budyniem/wanilią ale z nawilżeniem nie radzi sobie tak dobrze jak poprzednicy. Albo może radzi sobie dobrze, tylko efekt szybciej znika
Skład: Petrolatum, Caprylic/Capric Triglyceride, Paraffinum Liquidum, Cera Alba, Paraffin, Acetylated Lanolin, Cetyl Alcohol, Parfum, Tocopheryl Acetate, Propylparaben.
Baryłeczka o pojemności 15ml kosztuje  ok. 20zł.

Wiem, że słoiczki nie są zbyt higieniczne ale akurat jakoś bardzo bakterii się nie boję. Poza tym Carmexu używam dosłownie raz dziennie kiedy się maluję i prze cały dzień nie grzebię w tym słoiczku! Nie kupuję w ogóle wazelinowych szminek typu Nivea ponieważ mają dla mnie okropny smak, nawilżają usta tylko chwilowo, a później zaczynają się ważyć na ustach i jest właściwie jeszcze gorzej!

Próbowałam też nakładać na usta niejako "przy okazji" olej np. migdałowy ale miałam wrażenie, że usta były jeszcze bardziej suche... Jeśli macie sprawdzone sposoby na spękane i spierzchnięte usta koniecznie się podzielcie!

Pasta myjąca peeling orzechowy na dwa sposoby.

Witajcie,
dzisiaj chciałabym Wam powiedzieć o pewnej paście, której używam do mycia twarzy. Możecie zrobić ją same w domu, jest kompletnie naturalna i świetnie oczyszcza twarz!

Sposób 1.
Skład takiego mazidła to:
-migdały (garść)
-olej (łyżeczka)
 Wybierzcie taki jaki najbardziej lubicie, ja używałam ostatnio awokado i ze słodkich migdałów - wydaje mi, że ten jest najłatwiej dostępny ponieważ możecie go spotkać w wielu aptekach i tani. Przy kupowaniu olejów zwracajcie uwagę przede wszystkim na to, czy są w 100% naturalne, tylko takie się nadają.
- miód (łyżeczka)


Ilości podaje orientacyjnie ponieważ same musicie zdecydować jaka konsystencja Wam pasuje, jaki miód macie itd. Dla wzbogacenia można dodać także trochę glinki, kilka kropel olejku eterycznego.


Migdały trzeba jakoś zmielić na pastę. Wiem, że inne dziewczyny używają młynka ale ja takowego nie posiadam posłużyłam się więc blenderem. Miałam obawy, że nie uda mu się zmielić ich do takiego stanu jak chciałam, ale po kilku chwilach i kilku potrząśnięciach żeby się poodklejało od ścianek migdałki zaczęły się lepić, puściły olej i były gotowe!

Zmieszałam je z resztą produktów i powstała papka przypominająca trochę plastelinę. Taką pastę przekładamy do jakiegoś pojemniczka (czystego!) np. po kremie. I voila!

To jak drobno zmielicie migdały zależy od Was. Jeśli zostawicie trochę większe drobiny będziecie mieć większą moc trąca i raczej wyjdzie z tego peeling. Przestrzegam, żeby nie trzeć bez opamiętania po twarzy bo można ją bardzo podrażnić. Jeśli zmielicie drobniej będzie bezpieczniej.

Sposób użycia:
Pasty używam nie jak tradycyjnego peelingu czy żelu do mycia ale na zwilżoną twarz nakładam odrobinę i przyciskam, delikatnie i kawałek po kawałku "wciskam" ją w skórę. Dzięki temu nie zdzieram sobie naskórka, a buzia się oczyszcza! Cera robi się też miękka i gładziutka, także co tu dużo mówić: cud, miód i orzeszki :D
Pasta cudownie pachnie orzechami, ale dzięki olejkowi eterycznemu możemy ją zaczarować na każdy zapach! Taki "zabieg" funduję sobie raz na dwa dni i nie potrzebuję już innych peelingów!

Sposób 2.
Migdały możemy także zastąpić orzechami włoskimi. Reszta przepisu pozostaje bez zmian. Ta wersja jest bardziej ścierająca, także nie polecam dla osób z delikatną cerą.

Pomysł nie jest mój, przepis z resztą też nie więc na  podaję linki, z których zaczerpnęłam inspiracje:

http://zielony-koszyczek.blogspot.com/2012/02/domowej-roboty-migdaowy-krem-do-mycia.html

http://blaubeere-blaubeere.blogspot.com/2012/08/migdalowa-pasta-do-oczyszczania-twarzy.html

Jeśli macie jakieś wątpliwości zajrzyjcie tam,
a jeśli wypróbowałyście któryś przepis dajcie znać!



Recenzja porównawcza - masła do ciała z Flos Lek i Farmony

Jakiś miesiąc temu dostałam absolutnego fizia na punkcie masła do ciała z Flos Leku. Przeczytałam recenzje innych, spodobało mi się pudełko (lubię minimalizm) i stwierdziłam że muszę je mieć! Szukałam go dobre parę dni, zaglądając do każdej apteki i drogerii jaką mijałam. Dorwałam w końcu w Galerii Krakowskiej.
Jednocześnie kupiłam dla mojej mamy masło z Perfekty z Dax, z koenzymem Q10. Miałam je jej wysłać (za granicę) ale w końcu zostało ze mną. I tak zaczęłam testowanie maseł do ciała - wcześniej miałam różne balsamy i oliwki ale masło jakoś nigdy u mnie nie zagościło.

Jak widać na zdjęciu Flos Lek o zapachu wanilii & czekolady, natomiast Perfekta jest kakaowa.


Jak widać na zdjęciu Flos Lek o zapachu wanilii & czekolady, natomiast Perfekta jest kakaowa.

Opakowanie:
Tutaj zdecydowanie wygrywa Flos Lek. Kupiłam ten produkt właściwie głównie przez opakowanie. Bardzo mi się podoba taki styl, natomiast słoik Perfekty jest jak dla mnie po prostu brzydki.

Zawartość:
Masła są właściwie takiej samej konsystencji. Bardzo gęste, Perfekta nawet trochę bardziej zbita i galaretowana, ale obydwa dobrze się rozsmarowują i całkiem nieźle wchłaniają - zostawiają tylko delikatny film na skórze, co jest nawet przyjemne! Podobne są także efekty - stopień nawilżenia i uelastycznienia skóry. Bardzo fajny w obydwu przypadkach. Efekty takich produktów nie są widoczne od razu, trzeba systematyczności żeby porządnie nawilżyć skórę. Właściwie mam wrażenie, że nawet którykolwiek tani balsam/krem stosowany regularnie da efekty. Ale dla mnie liczy się też przyjemność użycia, ładne opakowanie itp.
Jeśli chodzi o zapach to FlosLek przypomina budyń i szybciej się ulatnia, natomiast Perfekta w pudełku pachnie średnio ale po rozsmarowaniu na skórze czuć kakao i długo można się wąchać :)

Cena:
I tutaj chyba główna różnica - ponieważ FlosLek kosztował mnie 25zł, a Perfekta jedynie 13zł.

Podsumowując - oba produkty są przyzwoite, żaden mnie jednak nie powalił. Perfekta odstrasza mnie kiczowatym opakowaniem, za to FlosLeku nie kupiłabym z prozaicznej przyczyny - wysokiej ceny.

Ale ogólnie masła uważam za lepsze od balsamów. Ich konsystencja bardziej mi odpowiada, łatwo też się je nabiera i dozuje ze takiego pudełka. Także...
Lubie to!


Zastanawiam się nad zamówieniem kolejnego masła do ciała z Organic Shop (ze sklepu Kalina) - uważam że ma śliczne opakowanie i bajeczne zapachy ale nie wiem czego można oczekiwać po zawartości- jeśli macie z tym kosmetykiem jakieś doświadczenia koniecznie się podzielcie!








niedziela, 14 października 2012

Mydło Aleppo - recenzja.

Chciałabym się z Wami podzielić moimi odczuciami a propos osławionego już mydła Aleppo. Swoje mydło zakupiłam już kilka miesięcy temu więc mam już wyrobioną opinię na jego temat. Wiem, że istnieje wiele firm i sklepów oferujących mydło tego typu. Ponieważ nie miałam żadnego porównania zależało mi na pewności, że kupię oryginalny produkt więc skorzystałam z wizyty w Mydlarni Św. Franciszka w Krakowie. Zdecydowałam się na wersję z 35% zawartością oleju laurowego. Nie jest to najmocniejsza wersja, bo istnieją nawet 70% ale nie chciałam przesadzić ;) Generalna zasada jest taka, że im większy problem skóry tym wyższe powinno być stężenie. Olej laurowy działa antyseptycznie i w naturalny sposób odkaża naszą skórę. Jednocześnie nie niszczy jej struktury, nie podrażnia tak jak chemiczne produkty.

Garść info od producenta:
100% naturalne Mydło z Aleppo do twarzy, ciała i włosów. Likwiduje łupież, jest doskonałe na łuszczycę, egzemę, trądzik i wszelkie podrażnienia skóry. Do stosowania dla każdego rodzaju skóry, nawet tej najbardziej wrażliwej-dziecięcej i alergicznej.

Skład:
Pure Olive Oil, Pure laurel leave Oil, Sodium Hydroxide (extracted from sea salt), Purified Aqua.
Made in Syria
Waga : 210 gram

Niecała połowa kostki po przejściach ;)

Piękne zielone serce mydła.


Produkt: Dostajemy porządną kostkę mydła w kartonowym pudełeczku, wszystkie napisy są po angielsku/arabsku, a polski importer przykleja tylko etykietę na spodzie. Na zdjęciu widoczne mniej niż połowa mydła ponieważ posługiwanie się ogromną kostką jest niewygodne i zdecydowałam się na przekrojenie mydła - uwaga! przy takich zabiegach lubi się całkowicie pokruszyć na małe kawałki. Pani w sklepie, radziła aby najpierw kilka dni poużywać całej kostki i jak nabierze trochę wilgoci to kroić. Jeśli mimo wszystko trochę wam się pokruszy możecie wykorzystać te skrawki - rozpuśćcie je w misce z wodą i zafundujcie swoim stopom miły relaks. Można też zostawić pianę na twarzy na kilka minut jako maseczkę.
Mydło nadaje się do mycia całego ciała, a także włosów - nie próbowałam więc nie wiem, ale jeśli macie jakieś doświadczenia z nim podzielcie się w komentarzach!


Zalety:
- wydajność (myślę, że spokojnie starczy na rok, albo dwa przy codziennym myciu twarzy dwa razy dziennie)
- oczyszczanie (skóra aż skrzypi, ale nie jest obdarta ze swojej naturalnej ochrony ani podrażniona w żaden sposób)
- łagodność i naturalność
- moja cera się wzmocniła, mam wrażenie że jest bardziej witalna i jędrna
- dobrze się pieni i wytwarza kremową pianę

Wady:
-zapach, powiedzmy sobie szczerze to mydło śmierdzi, ja już się jednak przyzwyczaiłam
- może lekko ściągać skórę, nie odczuwam tego bo zawsze używam płynu micelarnego
- cena - tutaj nie ma przebacz 37zł za mydło to dużo (mój chłopak powiedział, że zwariowałam :D), patrząc jednak na wydajność to chyba się opłaca. Polecam kupić z kimś na spółę!

Gdzie kupić:
Ja swoje mam z Mydlarni, ale w wielu sklepach internetowych z naturalnymi produktami je znajdziecie - podaje przykładowe linki:
Mydlarnia Franciszka
Biolander
Można też szukać na Allegro jak zawsze.

Moja opinia:
Jak widzicie zdecydowanie przeważają zalety! Po mniej więcej tygodniu używania pokochałam to mydło i wiem, że nieprędko zmienię na coś innego. Nie wyleczyło mnie całkowicie z trądziku ale zdecydowanie poprawiło kondycję mojej skóry i coraz mnie mniej niespodzianek się na niej pojawia.

Aktualna pielgęnacja twarzy - cera niedoskonała.

Moja cera jest bardzo daleka od doskonałości, nawet od normalności. Niestety od kilku lat borykam się z zaskórnikami i wypryskami nasilającymi się przed miesiączką. W liceum chodziłam do dermatologa ale niestety dostawałam przesuszające leki jak Zineryt, które nie pomagały. Od kosmetyczki natomiast uzyskiwałam rady w stylu "proszę używać żelu myjącego i kosmetyków z linii dla cery trądzikowej, jak Clean&Clear", które również nie przyniosły żadnej poprawy.
Dzięki blogom innych dziewczyn, wizażowi i youtubowi jestem o wiele mądrzejsza i nigdy już nie będę męczyć swojej skóry takimi świństwami. Niestety, ale większość kosmetyków "dla cer trądzikowych" ma w swoim składzie alkohol, który bardzo przesusza skórę, co tylko motywuje organizm do jeszcze większej produkcji sebum i efekt jest odwrotny do zamierzonego. Takie kosmetyki są też przeładowane chemią, która w żaden sposób naszej cerze nie pomaga, wręcz przeciwnie - parabeny, olej mineralny, silikony mogą powodować zapychanie! Teraz pokrótce opiszę moją aktualną pielęgnację, której głównym założeniem jest minimalizm kosmetyczny.

Po pierwsze myję twarz mydłem Aleppo 35% rano i wieczorem, później tonizuje twarz płynem micelarnym z Biodermy Sensibio, następnie nakładam krem na dzień/na noc z firmy DLA, z serii o dość niewdzięcznej nazwie Niszcz pryszcz. 
Rano dochodzi o tego makijaż (przeważnie tylko podkład mineralny i tusz), a wieczorem punktowo smaruje niedoskonałości Tribiotic'em/Sudocremem. Czasami skuszę się na zrobienie maseczki z glinki, albo peelingu ale słabo w tym temacie z systematycznością i muszę nad tym popracować jeszcze. 


Ponieważ taki minimalizm panuje w mojej pielęgnacji już kilka miesięcy mogę śmiało powiedzieć, że widzę efekty. Niestety przypuszczam, że mój trądzik ma podłoże hormonalne i żaden kosmetyk nie jest w stanie całkowicie pozbyć się tego problemu, ale taka pielęgnacja mocno go ograniczyła. Ciężko czasem powstrzymać się przed zakupem kremu, żelu do mycia czy innego cudu z drogerii. Wiadomo - ładne opakowania, zapachy i te obietnice producentów strasznie kuszą ale tyle razy zapchałam sobie twarz "ładnym" kremem, że na prawdę nie warto!!
Podzielcie się swoimi sposobami na niedoskonałą cerę - może uda mi się jeszcze ulepszyć moją pielęgnację :)

Ból i sól.

Wczoraj przeglądając blogi natrafiłam na peeling solny. Postanowiłam spróbować bo wykonanie jest banalnie proste a wszystkie potrzebne składniki miałam akurat w domu.
Przepis:
  • 1 łyżka miodu
  • 2 łyżki soli
  • odrobina olejku (jaki lubicie - ja akurat dałam awokado ale może być nawet oliwa z oliwek. Tylko pamiętajcie, że musi to być olej, który nadaje się do nakładania na twarz, w żadnym wypadku eteryczny!!)

Proporcje też właściwie zależą od waszych upodobań - jeśli chcecie bardziej ścierający scrub to dajecie więcej soli, jeśli coś łagodniejszego to więcej miodu. Konsystencja jaką ja uzyskałam to gęsta papka.
Udało mi się to nałożyć na twarz i rozpoczęłam masaż. Uwierzcie, że starałam się robić to delikatnie ale i tak peeling jest strasznie mocy i czułam jakbym zdzierała skórę. Polecam go więc tylko osobom z "gruboskórnym" bo delikatna cera, albo np. naczynkowa może tego nie przetrwać.
Jeśli chodzi o rezultaty to muszę podkreślić, że NIGDY nie miałam tak gładkiej cery. Jak pupa niemowlaka dosłownie. Ale ze względu na jego moc myślę, że będę go stosować raz na dwa tygodnie.